Wydawnictwo

 

 

  Dawniej:

 
Powrót na stronę główną  
Powrót na stronę główną
Powrót na stronę główn‘

   Opracowanie graficzne
   i rysunki: Z. Karaszewski

 

Maciej Rysiewicz


SPÓŹNIONA RECENZJA

(Artykuł ukazał się w 2. numerze kwartalnika "Pasieka" w 2003 roku)

 

DANIEL OLECH,

CZEM JEST UL SZEŚCIAN POZORNIE PODWÓJNY - ISTOTA POMYSŁU I JEGO UZASADNIENIE, PIŃCZOW 1936, DRUKARNIA POLONIA, stron 63. Nakład ok. 600 egz.  

 

W 1936 roku, własnym nakładem, inż. Daniel Olech wydał w Pińczowie książkę o takim tytule. Publikacja to tyleż niezwykła, co dzisiaj zupełnie zapomniana. A wpadła w moje ręce, jak to często w życiu bywa, zupełnie przypadkowo. Otóż podczas pracy nad albumem Ule i pasieki w Polsce, miałem zaszczyt poznać się i współpracować z wnukiem inżyniera Olecha - Januszem Olechem - znawcą - magicznego dla mnie - komputerowego świata. I chyba w nagrodę za nieprzespane noce i wspólne ślęczenie przy projekcie albumu podarował mi Janusz książkę swojego dziadka.


Daniel Olech z żoną. Fotografia z lat 70-tych

Nie trzeba szukać daty wydania książki. Od razu wiadomo, że ukazała się w dwudziestoleciu międzywojennym. Charakterystyczny papier, grzbiet szyty dratwą, czcionka druku, kartonowa, ceglasta w kolorze okładka - po prostu zapach książki z tamtych lat - absolutnie niepowtarzalny. Niepowtarzalny jest także język tej książki - taki, jakim już dzisiaj nikt w Polsce nie włada. Piękny, dokładny, staranny i archaiczny zarazem. Już w samym jego brzmieniu słychać jak rozległe horyzonty światopoglądowe ogarniał i hołubił autor tej publikacji. Tak oto Daniel Olech pisał we wstępie do swojej książki:

Kilkunastoletni żywy kontakt z pszczołami,biorący swój początek w upodobaniach i przeżyciach bodaj jeszcze nawet dziecięcych, w szczególności jednak okres kilku ostatnich lat, wzajemnie się przeplatających chudych z tłustemi, spędzonych w okolicy kapryśnej, a niezbyt bogatej w pożytek dla pszczół, dostarczyły mi szeregu spostrzeżeń i pchnęły na drogę pewnych dociekań i prób, mających za cel usunięcie zauważonych braków bądź w samym systemie hodowli, bądź też w zespole zależnych od nas jej czynników.(...)

Doszedłem do wniosku, iż dobra matka to skarb wielki, najczęściej jednak zbyt mały w stosunku do stawianych wymagań, a zawsze, niestety, rzadki, używane zaś ule wydawały mi się często jedynie dowodem lekkomyślnego skąpstwa lub bezmyślnej rozrzutności. I w tych właśnie kierunkach pragnąłem dojść do pewnej poprawy stosunków: zwiększyć za wszelką cenę do najwyższych granic wiosenną ilość czerwiu w ulu, wyzyskać wszystko, co może zmniejszyć utratę ciepła roju, wreszcie usunąć każdy niepotrzebnie zużyty centymetr sześcienny masy drzewnej, a podnieść do granic możliwości wydajność każdego z pozostałych. Wydaje mi się, że w tych dziedzinach osiągnąłem pewne wyniki".

Kiedy przeczytałem książkę Daniela Olecha jedno wydało mi się bezsporne. Matematyczna dokładność autora i niespotykana "laboratoryjna" wręcz konsekwencja z jaką przekonuje nas do swojego pomysłu. Tabele porównawcze, wykresy i ekonomiczne analizy, do których metodologii dzisiaj nie można mieć żadnych zastrzeżeń.

Zastanawiałem się jak przedstawić książkę i koncepcję inżyniera Olecha i w pewnym momencie wyobraziłem sobie, że gdybym mógł przenieść się w czasie, to na pewno poprosiłbym go o wywiad. I wyglądałby on na przykład tak:

  • Panie inżynierze, siedzimy sobie tutaj w Pińczowie i gawędzimy o pszczelarstwie. Co w praktycznej gospodarce pasiecznej odgrywa Pana zdaniem decydującą rolę?
  • "Za jedną z najistotniejszych dziedzin nauki pszczelniczej należy uważać dziedzinę zagadnień cieplnych ula i roju, od których w pierwszym rzędzie zależą pomyślność rozwoju tego ostatniego i wyniki miodobrania.(...) Jest rzeczą powszechnie znaną (...), iż pszczoły w okresie dużych różnic temperatury między wnętrzem a otoczeniem ula i roju starają się swej zbitej gromadzie nadać kształt kuli [a] ...ta żadnej innej bryle prześcignąć się nie pozwoli i jest w przyrodzie wprost ideałem. U kul większych na jednostkę objętości przypada mniejsza ilość jednostek powierzchni, u mniejszych natomiast większa. Z pośród przedmiotów tych samych kształtów mniejsze są bardziej narażone na ostygnięcie niż większe; duży, silny rój o wiele łatwiej i mniejszym kosztem utrzymuje potrzebną mu ciepłotę, niż czyni to rój słaby".
  • Propaguje Pan ul, którego gniazdo jest w kształcie sześcianu, a ramka jest regularnym, dużym kwadratem.
  • "Dla zilustrowania rozważań podaję [taki] przykład ula (...) Ramka gniazdowa o kwadratowym wymiarze wewnętrznym z bokiem 35 cm (...) ilość ramek w gnieździe narmalnem - 11 sztuk, w gnieździe, przeznaczonem dla gospodarowania z dwiema matkami (ule pozornie podwójne) - 15 sztuk. Ramki nadstawkowe o wymiarach wewnętrznych 51 cm długości i 15,5 cm wysokości. Całość ula jest sześcianem o długości boku 58 cm. Wyrazem [moich] dążeń są ule podwójne., t.j. takie, w których przez cały rok mieszczą się dwa roje (...) i możliwość tworzenia w nich [zimą] przez oba roje wspólnego kłębu. Ten właśnie cel musimy za wszelką cenę osiągnąć, a okaże się to możliwe tylko w tym wypadku, gdy rozdzielająca roje przegroda będzie dość cienka na to, by one mogły wzajemnie swą ciepłotę wyczuwać, oraz gdy będzie posiadać dostatecznie dużą powierzchnię, co jest do pomyślenia jedynie w ulach o dużych wymiarach ramek".
  • Swoje obserwacje przeprowadził Pan na ulach typu warszawskiego, Dadant`a i swoim ulu sześcianie pojedynczym i pozornie podwójnym. We wszystkich przyjętych kategoriach wykazuje Pan wyższość swojej konstrukcji nad pozostałymi.
  • "Wielkość powierzchni ramki [w ulu sześcianie] pozwala matce swobodniej rozszerzyć pole czerwienia(...). Wskaźnik skupienia pola światła [jest korzystniejszy]. Ilość komórek (...) ula sześcianu jest największa, co zapewnia zgromadzenie największych zapasów w gnieździe na okres zimy [i] największy stosunkowo rozwój czerwiu. [Mamy lepsze] stosunki cieplne roju w czasie zimy i wiosną".
  • No i jak Pan to nazywa "próba miodności" także wypada pomyślniej w Pańskich ulach. Czy myśli Pan, że na przykład za 60 lat będzie można spotkać w Polsce ule sześciany?

Na to pytanie już nie będzie odpowiedzi. Kto wie? Może gdyby nie powikłana i tragiczna historia w naszej części świata, udałoby się rozpropagować taką konstrukcję ula.

Daniel Olech urodził się w 1899 roku w Przemęczanach obok kościuszkowskich Racławic. Edukację w szkole średniej rozpoczął jeszcze pod zaborem rosyjskim. Skończył ją, a następnie podjął studia już w wolnej Polsce. W 1924 roku opuścił mury warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego z dyplomem inżyniera leśnika i wynikiem celującym. Życie "wezwało" Olecha do Pińczowa. Tutaj ożenił się z Wandą Liberek (obdarowała go trójką dzieci) i tutaj znalazł pracę w słynnym pińczowskim gimnazjum im. Hugona Kołłątaja - szkole, szczycącej się dzisiaj 450. letnią tradycją. Od 1924 do 1970 roku Daniel Olech uczył w swojej szkole przede wszystkim biologii, ale i geografii. Pedagogicznej misji nie przerwała nawet hitlerowska okupacja. Był wykładowcą na tajnych kompletach, a w jego domu odbywały się tajne egzaminy maturalne. W tych trudnych czasach pełnił funkcję dyrektora pińczowskiej szkoły.

Pszczelarstwem interesował się od dziecka. Jednak dopiero po studiach, już w Pińczowie, swoją pasję rozwinął do poziomu jak na owe czasy bardzo wysokiego. W słynnym Michałowie (od stadniny koni) utrzymywał aż do 1945 roku sto rodzin pszczelich. Jak sam pisał w swojej książce, te rejony kielecczyzny nie były najbardziej obfite w pożytki. Daniel Olech wirował miody wielokwiatowe, rzepakowe, zdarzała się spadź. Z pszczołami nie wędrował. Całe lata poświęcił jednak na gruntowne eksperymenty i badania, których ukoronowaniem była jedna jedyna książka, jaką wydał, a którą mam przyjemność "odkurzyć" i być może ocalić od zapomnienia.

Pszczoły i pasieka pozwoliły rodzinie Daniela Olecha przetrwać II wojnę światową. Niemcy dawali bowiem cukier na dokarmianie pszczół. A co oznaczał cukier w tamtych ciężkich czasach - nie tylko w pasiece - nie trzeba przypominać. Kres pszczelarskiej biografii Daniela Olecha przyszedł wraz z przemarszem zwycięskiej Armii Czerwonej w 1945 roku. Wyzwoliciele spod znaku sierpa i młota dobrali się do miodu i "bezinteresownie" zniszczyli piękną pasiekę dzielnego pszczelarza. Olechowi udało się uratować bodaj dwie rodziny. Nigdy już nie odbudował swojej pszczelarskiej potęgi. Jednak przez wiele lat utrzymywał w szkole jeden przeszklony ul obserwacyjny. Symbolicznie?

Przyszły nowe czasy. Trzeba było na gruzach odbudowywać pińczowską szkołę. Pojawiły się także nowe wyzwania. Po reformie rolnej Urząd Ziemski przydzielił szkole na własność dotychczas użytkowane tereny. Godzi się przypomnieć, że do tej chwili cały teren szkolny wchodził w skład ordynacji hrabiów Wielopolskich, którzy w swoim czasie, za symboliczną złotówkę, oddali szkole w dzierżawę.

Daniel Olech w 1950 roku założył na zboczach Góry Zamkowej, nieopodal szkoły, plantację winorośli. Rosło tam 3 tysiące krzewów (ponad 100 odmian). Winnicą opiekował się do 1970 roku, do czasu przejścia na szkolną emeryturę. Przez wiele lat współpracował z Instytutem Sadownictwa w Skierniewicach. Zmarł w 1973 roku.

W pamięci pińczowian i uczniów szkoły pozostał jako niezwykły pedagog i wielki opiekun gronowej plantacji. Pszczelarski epizod życiowy Daniela Olecha - sądząc z literatury udostępnionej mi przez Pana Czesława Olecha - jego syna - poszedł trochę w zapomnienie. Ale jeśli powstanie kiedyś Poczet Pszczelarzy Polskich - w co głęboko wierzę (może Polski Związek Pszczelarski będzie patronem i wydawcą takiej publikacji) - mam wielką prośbę do przyszłego autora. Proszę o uwzględnienie dwóch haseł. Pierwsze - Olech Daniel, a drugie - ul sześcian pozornie podwójny. Zawczasu dziękuję.

P.S. Na tylnej stronie okładki książki Daniela Olecha widnieje następująca zapowiedź: "W niedalekiej przyszłości ukaże się następna broszura pod tytułem Całoroczna gospodarka wulach sześcianach pozornie podwójnych a później i obszerna praca autora: Hodowla pszczółwulach sześcianach pozornie podwójnych".

Tych planów nigdy nie udało się zrealizować.
Bardzo dziękuję Panom Czesławowi i Januszowi Olechom za życzliwą pomoc przy pisaniu tego tekstu.

Jeżów, lipiec 2002 r.


« powrót